Archiwum

czwartek, 21 maja 2015

co by tu na Dzień Dziecka temu Dziecku...




Przełom maja i czerwca to u nas od trzech lat same święta, bo od tych kilku lat właśnie wtedy wypadają Ninty urodziny (co do mnie zawsze dociera z lekkim niedowierzaniem...) no i wiadomo - Dzień Dziecka, Staramy się zawsze rozgraniczyć te dwa święta, w końcu są to różne dwa dni i świętujemy dwa różne wydarzenia.

Wiem, że wielu z Was ilość zabawek dostępnych w sklepach przerasta, z braku czasu też często idziemy na łatwiznę i kupujemy coś przy okazji codziennych zakupów w hipermarkecie. Dlatego wiele osób lubi takie podpowiadajki, z propozycjami, linkami do konkretnych sklepów.

Także TADAM!! w moim zestawieniu znalazły się propozycje, które u nas w domu wiem, że będą absolutnym hitem, w końcu trzylatek wie już czego chce, a i bacznie przyglądając się swojemu dziecku możemy z łatwością powiedzieć co je pociąga bardziej lub mniej.

1. na pierwszy ogień idzie magnetyczna układanka Janod, układanka, która u nas jest w stałym użyciu, rzecz rewelacyjna, pobudza fantazję, bo choć ma karty z podpowiedziami, dziecko rzadko z nich korzysta, częściej zdając się na własną wyobraźnię. Szeroki wybór układanek Janod znajdziecie tutaj

2. królik Jellycat z wyprawki Olafa, którą Nina tak bardzo męczy, tuli, zabiera ze sobą wszędzie, bez którego ostatnio nie zasypia. pisałam już kiedyś jaki milusi, nic tylko siedzieć i miziać, i wcale się tej mojej Córce nie dziwię, że tak chętnie po niego sięga, gdyby w moim wieku nie groziło to zamknięciem w zakładzie leczniczym, sama bym się z nim nie rozstawała ;) miśki i króliki i inne Jellycaty znajdziecie tutaj

3. miało nie być żadnych tekstyliów w ramach prezentów, żadnych ciuchów, kocyków. Miały być zabawki tylko. miało nie być aż do targów Kraków ŁAŁ. tam przepadłam, wpadłam po uszy od pierwszego pomacania. najpierw kupiłam Olafowi mniejszą wersję. siedziałam już w samochodzie, już wyjeżdżałyśmy z parkingu (ja cały czas z ręką miziającą kocyk, bo taki delikatny, taki mięciutki, taki bambusowy, a kto jak kto, ale taki kocowy maniak jak ja to się na rzeczy znam!) i wtedy nachodzi mnie myśl, że czemu tylko jedno moje dziecko ma mieć tak dobrze z takim super kocykiem? krzyczę więc do Ani kierowczyni żeby zatrzymała auto, bo ja muszę koniecznie drugi, większy, ten największy najlepiej (bo przecież Nina się podzieli z mamą ;)). tak więc mamy dwa, najmniejszy i największy. oba uszyte przez wspaniałą, serdeczną i strasznie pogodną Wiolę. A jak one są odszyte, nic się nie pruje, wszystko idealnie przyciętę, lamóweczka tak zgrabnie wwinięta do środeczka.. Kunszt, proszę Państwa!! Te kocyki i inne produkty, wszystko ręcznie i osobiście odszyte przez Wiolę (Mamę dwójki Łobuziaków, więc tym większy podziw!) znajdziecie tutaj (uwaga, bo trwa promocja z okazji Dnia Matki, żeby nie było później że nie ostrzegałam ;))

4. puzzle alfabet w walizce. mój P. ambitnie stwierdził któregoś dnia, że będzie Córkę uczył alfabetu. no ok! a że dziecko moje puzzle kocha nad życie, kombinuje z nimi całkiem nieźle, tym chętniej będzie się tego alfabetu z Tatą uczyło. wrzuciłam więc do tego koszyka, przyszły i tu moje zaskoczenie. Puzzle są duże! duże, więc łatwo się je trzyma. Duże, więc mają wyraźne obrazki, które też rozbudowują logiczne myślenie i spostrzegawczość. Dla młodszych posłużą jako pomoc przy nauce zwierzątek, przedszkolakom ułatwią naukę kolorów i literek. całość tworzy dłuuugi na 3 metry pociąg. dostępne tu

5. kto nie kocha baniek mydlanych? i duży i mały (czasem ten duży bardziej ;)) a bańki mydlane w opakowaniu na kształt lodów włoskich to już w ogóle szał! bańki dostępne tutaj

6. że dziewczynki ( a czasem i chłopcy) lubią lalki, to rzecz oczywista. wstyd ciężki się przyznać ale Nina do tej pory nie miała łóżeczka dla swoich bobasów. od początku chciałam, żeby było dwufunkcyjne, z możliwością kołyski, postawiłam więc na taką kołyskę (klik)

7.ooo!! drzwi wróżek... przychodzi taki moment, że dziecko zaczyna się bać Potworów. a to ktoś w "dobrej" wierze nastraszy, a to zasłyszy w przedszkolu o istnieniu takowych... a później weź się człowieku męcz, zastanawiaj, jakich jeszcze argumentów możesz użyć, by przekonać Malucha, że potwory już u nas nie mieszkają, a najpierw wyniosły się spod łóżeczka. nic (NIC!!) nie działało, nie docierało.. do momentu kiedy nad Niny łóżkiem zamieszkały wróżki, resztę możecie sobie dopowiedzieć ;) drzwi wrózek dostępne tu

8. naszyjnik z żołędzi (lubię ich dźwięk, kiedy zderzają się o siebie przy Niny podskokach) dostępny tutaj

9. kolejna rzecz, do której Nina chętnie wraca, która nie kurzy się w kącie. i choć stanięcie bosą stopą na nie porównywalne jest do stanięcia na lego, to warto! dzięki tym klockom nie ma Dziecka przez naprawdę długi czas. z wysuniętym językiem, parującą głową.. klocki (duży wybór) o tutaj

10. kolorowe kredki, w pudełeczku noszę... kredek nigdy dość, to się nigdy nie nudzi, to tak jak z bańkami, wciąga mnie tak samo mocno jak Ninę :) kredki tutaj

ufff, mam nadzieję, że pomogłam Wam choć ciut, że Niny gust jest choć trochę uniwersalny, na tyle, że Waszym dzieciakom powyższe prezenty również przypadną do gustu :)

idę spać, dobranoc, bo kończę posta z nosem na klawiaturze :)

1 komentarz:

  1. Drzwi dla wróżek?! Widziałam już coś takiego, ale nie wiedziałam, że to można kupić. Cudne po prostu cudne! Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń

będę wdzięczna za każdy pozostawiony komentarz :)

Żorzanka