Archiwum

niedziela, 26 stycznia 2014

O tym, co mi po głowie obecnie biega

Świat bloga odkryłam zupełnie przypadkiem, trafiając na jeden, taki szczególny i wyjątkowy. Pochłonęłam go w dwa dni, zafascynował od samego początku.. I to dzięki niemu sama zaczęłam pisać. Pomimo tego, że czasu mniej, stwierdziłam, że podołam. A co, jak nie ja to kto! I tak małymi kroczkami, traktując autorkę tego pierwszego bloga jak blogowego guru, zawierzając święcie jej opiniom, trafiłam na kilka kolejnych.

A na nich ostatnio same posty o macierzyństwie, zdjęcia noworodków... Temat jak dla mnie na czasie, bo od kilku tygodni tęsknię za noworodkiem..

Od zawsze wiedziałam, że będę mieć co najmniej trójkę dzieci.. I mimo popukiwania się w czoło przez innych, ja nigdy nie zrezygnowałam z tego pomysłu.

W ciążę zaszłam wcześniej niż sobie to zaplanowaliśmy. Pamiętam dzień, w którym zrobiłam test ciążowy, niczego nie podejrzewając, tylko dlatego, że się przeterminował jakieś dwa miesiące wcześniej. Zrobiłam, odłożyłam na pralkę, umyłam głowę i wyszłam z łazienki. I zapomniałam. Wróciłam za kilkanaście minut i zupełnie przypadkiem zerknęłam na niego... Dwie kreski... O matko...

Nie dowierzałam.. Nie dowierzałam, dopóki nie wypowiedziałam tych słów na głos, do męża. "chyba jestem w ciąży..." (dwa testy a ja wciąż "chyba")..

Ucieszyłam się jak nie wiem, wzruszyłam, i po raz pierwszy w życiu nie chwyciłam za telefon, żeby się podzielić tą wiadomością.. Sama musiałam się z nią oswoić...

Ciąża była dla mnie wspaniałym okresem, uwielbiałam w niej być. Wzruszałam się o byle co, do dziś potrafię się popłakać oglądając wiadomości czy reklamę kolejnej fundacji.. I do dziś tęsknię za tym stanem, do dziś czuję kopniaki, do dziś czuję i pamiętam, jak Nina przebiegała z jednej strony na drugą...

Pamiętam, jak mąż zmywał mi lakier z paznokci przed wyjazdem na porodówkę.. o 3 w nocy. Pamiętam, jak mieliśmy do szpitala na nogach 25 minut, i tyle czasu zajęło nam pokonanie tej drogi samochodem wtedy..

Po kilkudziesięciu godzinach w końcu była z nami. I niestety, nie słyszałam pierwszego krzyku mojego dziecka, nie położono mi jej na piersi, mąż nie był przy porodzie tak jak planowaliśmy. Byłam tak wymęczona, że poród mojego dziecka przespałam.

Często było tak, że wchodziłam do pokoju sprawdzić czy oddycha, tylko dlatego, że tyle spała..

Jedyne nieprzespane noce to te na oddziale noworodkowym, na który trafiliśmy po 4 tygodniach od narodzin.. Co to był za czas, czas pełen łez, bólu, którego mimo błagań nie dało się zdjąć z cierpiącego dziecka i przejąć na siebie, przerażenia, kiedy wreszcie postawiono diagnozę...

Pamiętam każdą wspólną chwilę, pamiętam pierwszego ząbka, który nas całkowicie zaskoczył, pierwszy świadomy uśmiech, pierwszy obrót, pierwsze dźwignięcie się w łóżeczku.

I cieszę się z każdego nowego słówka,

A teraz czasami przepychamy się tak między sobą "ja zmieniałam ostatnią pieluchę, teraz twoja kolej", "ja ją kąpałam wczoraj, dziś ty", byle tylko uszczknąć kilka sekund dla siebie, pomalować paznokcie, poczytać gazetę która z kiosków zniknęła 3 miesiące temu, machnąć kilka brzuszków..

Macierzyństwo zmieniło moje podejście do niektórych spraw. Już nie mam ochoty na walkę z wiatrakami, potrafię się wyciszyć, stanąć obok, nie przyjmować do siebie niektórych słów, nie zaplątywać sobie głowy czyjąś głupotą.. Nie chcę się denerwować, bo Nina od razu wyczuje i przejmie ode mnie złe emocje.. Nie zawsze warto..

Macierzyństwo przede wszystkim rozwinęło we mnie intuicję.. I żałuję, że nie ufałam sobie 20 miesięcy temu tak, jak ufam teraz.. Ile ja bym sobie nerwów oszczędziła, sobie i dziecku.. Atakowana ze wszystkich stron dobrymi radami zawierzałam im, a nie sobie.. Przy kolejnym dziecku już będę mądrzejsza o to jedno...

Dziś wzruszam się widokiem męża próbującego założyć rajstopki tak, żeby dwa szwy były na swoim miejscu, a pięty na swoim, wzrusza mnie jak po kąpieli ganiają się na łóżku zaśmiewając się, wzrusza mnie kiedy słyszę, jak czyta naszej córce kolejną historię o wróżce Amelce. I to on pamięta o porze na antybiotyk, i żeby psiknąć lekarstwo do gardełka. I pamięta też, żeby rano wyjąć jogurt z lodówki, żeby był na drugie śniadanie..

I choć z kolejnym musimy jeszcze poczekać tak z rok, już się doczekać nie mogę noworodka..






















2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasze kochane Maleństwo!:) (sam komentarz, zdjęć system nie przyjmuje)

    OdpowiedzUsuń

będę wdzięczna za każdy pozostawiony komentarz :)

Żorzanka